6.Oceanum

- Jak to moje wyniki pogorszyły się?- zapytałem się, stojąc jak wryty przed lekarzem prowadzącym, który chwycił mnie za ramię. Znajdowaliśmy się w gabinecie lekarskim, który stylem przypominał bardziej pokoik pani pedagog, niżeli pomieszczenie do leczenia ludzi. Za dużo kwiatów i zdjęć rodzinnych. Tylko kozetka, parawan i jeden plakat, przedstawiający lek na zgagę uświadamiały, gdzie się znajdują.
-Przykro mi. Jednak skan oraz morfologia nie kłamią. Zaczyna Ci brakować krwinek białych. Ponadto zmiany w twoim mózgu, sięgają coraz większy obszar.- kończąc zdanie, sięgnął ze swojego biurka, zdjęcia z tomografu głowy oraz wydrukowane wyniki krwi. Liczby nie kłamały. trzy przecinek osiem przy leukocytach. Poniżej jebanej normy.
-W takim razie co będzie ze mną dalej?
-Podłączymy nowe leki oraz zrobimy badania na obecność wirusów HIV.
-Wirusa HIV? Przecież to śmieszne. Gdybym go miał, już wcześniej byłby wykryty.
-Może coś przeoczyliśmy. Nigdy nie wiado...
-Dosyć!- przerwałem, czując jak cały wrze od środka.- Proszę mi odpowiedzieć na jedno zasadnicze pytanie: Czy ja jestem poważnie chory?
-Nie mam pojęcia. Jednak, wyda...
-Nie chcę żadnych tłumaczeń. Proszę odpowiedź: tak lub nie.
-Nie.
-Chcę się wypisać. Przez ostatnie pół roku nie mogłem wyjść. Ledwo co mogłem chodzić i funkcjonować. Jednak od jakiegoś czasu jest już dobrze, a badania są mi ciągle robione, jakbym cierpiał na co najmniej guza mózgu, raka płuc z każdym możliwym przerzutem, udar niedokrwienny lewej półkuli oraz zaawansowaną cukrzycę pierwszego stopnia.
Doktor spojrzał na mnie zdumiony. Zdziwił się, że ktoś praktycznie nie mówiący przez większość pobytu, nie skarżący się, nagle chce wyjść.
-Okej, w takim razie wyrażę się inaczej. Jesteś manipulatorem. Chodzącą bombą neurologiczną, która jeśli ulegnie poważnemu uszkodzeniu, albo niespodziewanemu urazowi w obrębie mózgowia, może wymazać pamięć wszystkim w obrębie stu kilometrów. Od trzech miesięcy, staramy się znaleźć coś, jednak za każdym razem widzimy zupełnie coś innego. Raz miałeś guza wielkości piłeczki ping-pongowej, potem  twój mózg miał większe zmiany neurodegeneracyjne niżeli stulatek z zaawansowanym Alzheimerem. Jakiś proces patologiczny się pojawia i nagle znika. Tak w kółko. Nie wypuszczę Cię, jeśli to zagrozi mojej karierze i innym ludziom.
Złość i zawstydzenie zalewały mnie od środka. Czułem się skarcony jak dzieciak.
-W takim razie...-zacząłem cicho- Czy byłaby możliwość chociaż wyjść na ogródek?
-Nie wypuszczamy zbytnio pacjentów po za drzwi oddziału nawet, lecz dla Ciebie mogę zrobić wyjątek.
-Dziękuję.
-Jednak musisz coś dla mnie zrobić.
-Cóż takiego lekarz neurolog od ludzi z mocami, może chcieć od ludzkiej oczyszczarki pamięci?
-Musisz spróbować użyć swoich mocy jeszcze raz.
-Zapomnij.
-Gabriel, proszę Cię. Tu chodzi o czyjeś zdrowie, jeśli nie życie nawet.
-Nie używałem ich odkąd trafiłem. Śmiem wątpić czy je jeszcze posiadam.
-Spróbujemy. Jeśli się nie uda, to przynajmniej wiemy, że nie będziesz musiał się ukrywać.
Choć nie chciał tego zrobić, wizja wyjścia ze szpitala jest kusząca. Miesiąc śpiączki, kolejne pięć miesięcy powrotu do zdrowia, pokazały, że czasem trzeba pójść na ugodę.
-W takim razie, zobaczę co da się zrobić.
Przeszliśmy na inny oddział. Znajdował się on praktycznie w piwnicy. Prowadził do niego ciemny długi korytarz, gdzie jedyne światło jakie było to stare, okratowane lampy, które zwisały na jednym czarnym kablu. Na ścianach brakowało trochę płytek, a rury lekko zardzewiałe, w niektórych miejsca przeciekały. Ogółem całość dopełniał zapach lekki aromat grzyba oraz środków czystości.
-Na jaki oddział dokładnie idziemy?-zapytałem się niepewnym głosem. Zacząłem się martwić powoli. Nikomu nie spodobałoby się tutaj.
-Paliatywny, dla ludzi z mocami, czy też mutantami, jak wolałbym nazwać.
-Dlaczego oddział paliatywny został stworzony w piwnicy? Przecież nadnaturalne zdolności nie są niczym nowym od dwóch lat.
-To nie jest do końca taki paliatywny, o którym ty myślisz. Tutaj ludzie nie umierają w cichej agonii.
Kończąc zdanie zatrzymaliśmy się. Staliśmy już pod drzwiami. Jeśli grzyb i środki dopełniały klimat, to drzwi można nazwać idealną wisienką na torcie. Przypominały one wielkie wrota do szpitalnego piekła. Duże, dwudrzwiowe, metalowe z małymi szybkami, przez które mało było widać.
-Witamy przy bramie piekieł- po czym pchnął drzwi i weszliśmy do środka.
Tak jak drzwi były stare i obskurne, tak cały oddział był schludny i zadbany, choć wykonaniem bliżej mu do pracowni laboratoryjnej niżeli miejsca, gdzie pacjent mógłby wyzdrowieć. Mnóstwo nowych aparatur o nieokreślonym kształcie i ilości głowic. Rodem z filmów Science-fiction. W pewnej chwili czułem się tutaj nieco przytłoczony ogromem. Cała technologia, która szła na badania, tortury, poszła też na leczenie. Dało się wywęszyć ich żądze władzy nad mutantami. Idąc korytarzem, dało się usłyszeć gdzieniegdzie ciche pojękiwania, jakby ktoś próbował powiedzieć ostatnie słowa, ale nie miał już sił.
-To tutaj.-Zatrzymał się lekarz przede mną i otworzył metalowe drzwi, poprzez wpisanie długiego ciągu liczb, znaków. Wchodząc poczułem jak przeszywa mnie prąd. Na łóżku leżała Endrju. Ubrana w szpitalny strój, podobny do operowania, przewiązania pasami, cała spocona, trzęsła się patrząc zagubionym wzrokiem w sufit. Bełkotała po cichu, tak że nie dało się zrozumieć najmniejszego wyrazu z jej ust.
-Znasz ją prawda? Była członkinią drużyny piątej oraz później stworzyła z resztą niedobitków, nową drużynę trzecią.
-Co jej dolega?-Spojrzałem na nią przerażony. Czułem, jak łzy napływają mu do oczu.
-Zatruła się własnym dymem. Doszło do uwolnienia dużego stężenia, a po chwili coś...sprawiło, że dym zamiast znikać i rozszczepiać się w powietrzu na proste związki, zaczął cofać się do jej organizmu.- Kończąc spojrzał na chłopaka z poważną miną- to była ogromna dawka, Gabriel. Nikt nie chciałby znaleźć się na jej miejscu.
Silent po skinieniu głowy przez lekarza, podszedł i spojrzał głęboko w oczy Anny Andrew, niegdyś pełnej życia i empatii dziewczyny, która gotowa była zrobić wszystko dla bliskich. Drugi Patronite. Kiedy pochyliłem się nad nią, nasze spojrzenia momentalnie spotkały się. Zaczęła się trząść jeszcze bardziej. Wzdrygnąłem się ze strachu i cofnąłem o jeden krok. Nie byłem gotowy na takie spotkanie. Lekarz podszedł i objął swoją ręką moje ramie, mówiąc:
-Wiesz, co musisz robić. W razie czego będę zaraz za drzwiami.
-Tylko nie wiem czy chcę.
-Nie masz wyjścia. Robisz to dla jej zdrowia.
-Jak usuwanie pamięci może ją wyleczyć?
-Nie mówiłem, że masz wyczyścić jej pamięć. Chodzi mi o prawdziwe użycie twojej mocy.
Na ostatnie słowa, poczułem tylko jakby uderzyła go niewidzialna ściana. Byłem święcie przekonany, że nigdy nie będzie musiał używać tego.
-Zapomnij. Nigdy, przenigdy nie użyje jej ponownie.
-Nigdy nie mów nigdy.
-Nie i koniec.
-Wiesz, że musisz to zrobić.
-Dałem się namówić na wykasowanie pamięci, pozbycie się wspomnień...ale nie na to.
-Ona umrze w męczarniach jeśli nic nie zrobisz.
-Ona...- w tym momencie jeszcze raz mój wzrok zszedł na twarz swojej wiernej towarzyszki. Nie widział już tego spokoju i dobroci. Grymas agonii i cierpienia, malującego się na jej twarzy zmieniły ją w karykaturę rozpaczy. Jedyne co mogłem zrobić aby się pozbierać to ponownie głęboki oddech i rzucenie- Dlaczego ona?
-Słucham?- spojrzał neurolog ze zdziwieniem.- nie rozumiem pytania.
-Powtórzę więc jeszcze raz: dlaczego ona? dlaczego, ze wszystkich ludzi musiała ona tutaj trafić...
-Nie będę Cię namawiać w nieskończoność. Jednak wiedz, że już jej i tak nic lepszego nie spotka. Tylko ból.
"Już jej i tak nic lepszego nie spotka" rozbrzmiewało echem rozgoryczenia i smutku w mojej głowie mutanta. Nie chciałem, choć wiedziałem , że jeśli to zrobię już nigdy, nikt nie będzie pamiętał jej. Tylko ja będę pamiętać kim była i ile dla nas zrobiła. Stojąc między młotem a kowadłem nie wiedziałem już czego chcę. Chyba, wybudzić się z tego koszmaru.
-To jak będzie? Ratujesz ją, czy pozwalasz na agonię do końca jej dni?
-Zrobię to.- mówiąc jedyne co już czułem to tylko łzy ściekające po policzkach. Podszedłem powoli i pocałowałem w czoło. - Dziękuję Ci za wszystko. Za moment wszystko minie. Ból ustąpi i poczujesz błoga ulgę. To będzie najdłuższa i najprzyjemniejsza drzemka. Jaką miałaś.
Zawsze musiałem chwilę zastanowić się nad tym jak dokładnie to robię. Jednak, tym razem poczułem jakby wszystko wykonywał automatycznie. Dotknąłem jej ręki, spojrzałem głęboko w oczy. Czułem jak z każdej strony wylewa się czerń ze ścian. Ścieka powoli i zbliża się do podłogi. Następnie formuje się powoli i szybkim ruchem wystrzeliwuje niczym włócznia rzucona przez herosa. Tyle, że tym razem nikt nie pokonał złego potwora. To złe życie pokonało wspaniałą przyjaciółkę.
Włócznia przebiła materac i przeszła na wylot przez serce dziewczyny. Ta tylko wzięła głęboki wdech i zaczęła powoli zalewać się krwią. Drgawki i szamotanina ustąpiła spokojowi. Choć krew wylewała się wszędzie, to nie było czuć walki. Ja zawszę widzę ich do końca. Inni widzą jak jej ciało powoli rozpada się i zamienia w popiół, rozpadając się kawałek po kawałku. Chciałem ją przytulić, jednak nim zdążyłem rzucić się na łózko i złapać ją.
-Zuch chłopak. Tak będzie lepiej.- Po czym lekarz podszedł, odciągnął mnie od łóżka i przytulił. Lada moment i kupa popiołu zniknie. Wszystko zniknie. Każdy zapomina w końcu. Patrzyłem jak się rozpada.
-Możemy już stąd wyjść?
-Tak, tak. Wyjdźmy już.
Idąc przez korytarz próbowałem sobie przypomnieć każdy szczegół. Jej oczy, nos, uszy, niebieskie włosy. Czekaj, czy Endriu miała kiedykolwiek niebieskie włosy? Przecież nie znosiła tego koloru. Dlaczego też miałaby farbować na ten kolor? No i gdzie był odrost? Przecież ona byłe calutkie niebieskie, od głowy po najdłuższe końcówki. Coś się nie zgadzało. Musi być czujny.

Komentarze

Popularne posty