Prologos.
Przeżółkłe firanki, stary tapczan, zniszczone i popękane framugi oraz listwy. Szare szyby, które ledwo przepuszczały promienie słoneczne, poniszczone parapety, na których gruba warstwa kurzu doprowadziłaby nie jednego alergika do natychmiastowego zgonu. Tak właśnie prezentował się na pierwszy rzut oka mój stary pokój. Gdy odważyłem się zrobić pierwszy krok ku jego wnętrzu, czułem niemiłosierny odór starości, szczurzych odchodów oraz stęchlizny. Źródłem smrodu była podłoga. Popękane i zamierzchłe panele, które widziały tyle cierpienia i żalu, że co niektóre postanowiły zwinąć się od wilgoci oraz okresowych upałów i stworzyć nowy gatunek grzyba.
Wraz z następnym krokiem, zacząłem słyszeć, ich dawne krzyki, śmiechy, pojękiwania. Głosy, obrazy, zapachy minionych lat zaczęły szaleć w mojej głowie i czułem co raz bliższe spotkanie z nimi. Każda sekunda stawała się coraz cięższa i leciała wolniej. Mój rozum, podpowiadał mi, że to tylko iluzja, jednak serce wiedziało. To nie była iluzja. Tylko bramy piekieł.
Przez następny kwadrans wsłuchiwałem się i odtwarzałem to wszystko. Zapatrzony w szarawo-żółtawy sufit, popękany gdzieniegdzie i zniszczoną lampę, czułem się jak kiedyś. Chciałem aby to wróciło i trwało wiecznie. Tak jak trwały wszystkie udane imprezy, obiady z bliskimi, seks z ukochanym lub ukochaną. Tak dokładnie. On lub ona. Nie lubiłem otwierać swoich nóg tylko dla jednej płci. Zresztą żeby życie miało smaczek,...dobra nieważne.
Przez ten cały kwadrans zdążyło mi przeminąć całe dotychczasowe życie i wszystkie osoby, które coś dla mnie znaczyły. Rodzice, Piko, "Damned Team", Krystian i Mateusz. Ta ostatnia dwójka była pierwszymi ludźmi, którzy pomogli mi wyjść z problemów związkowych. No i stworzyli kolejne nowe...
Kiedy tonąłem i oddawałem się zamyśleniu i burzy myśli, usłyszałem ćwierk ptaków w pokoju. Odwróciłem się i spojrzałem w prawy górny róg pokoju. Było tam małe gniazdko, gdzie z małego otworu wychylała się drobna główka skowronka. Za chwilę przyleciała jego opiekunka, czy też rodzicielka i młode od razu się uspokoiło. Zaniepokojony, zmianą tutaj, poczułem że na mnie już czas. Postanowiłem wyjść z pokoju.
.
Cały trans trwał około godziny. Leżałem na wygodnej na sofie i zbierałem siły oraz chęci aby się podnieść. Ciągle zastanawiał mnie skowronek. Wcześniej go nie widziałem...nigdy go tam nie dostrzegłem.
-Widzimy się jutro o tej samej porze-odezwał się lekki jak piórko, ale jednocześnie bardzo stanowczy głosik. Doktor Mishevko, to kobieta, która jest dla mnie połączeniem św.Mikołaja i ogromnego, zmutowanego jaszczura. Krótko obcięte włosy, pofarbowane na pomarańcz, kolczyki w nosie, w uszach i kilka w wardze, a do tego kitel lekarski oraz zwykłe buciki, kontrastują ze sobą do tego stopnia, że w zasadzie nie wiesz czy właśnie opuszczasz gabinet terapeuty, czy studio piercingu. Zanim wyszedłem jak to zawsze mam w zwyczaju ukradłem miętówkę, położyłem pieniądze na biurku i spojrzałem na figurkę kota egipskiego. To biedne stworzenie, widziało tyle prób awansu i "przełykania" gorzkiego smaku rzeczywistości, że gdyby tylko mogło, powiesiłoby się.
Wychodząc z gabinetu, musiałem jeszcze iść na morfologię i ostatni już tomograf. Po skończonym obiegu w końcu mogłem wrócić do łóżka szpitalnego i czekać aż umrę od całej tablicy Mendelejewa, którą aplikują mi pielęgniarki oraz promieni rentgenowskich. Rokowania podobno są dobre, jednak mam wrażenie, że ni jak mają się z rzeczywistością. Może po prostu chcą mi dać nadzieję, abym chętniej przyjmował leki.
Wraz z następnym krokiem, zacząłem słyszeć, ich dawne krzyki, śmiechy, pojękiwania. Głosy, obrazy, zapachy minionych lat zaczęły szaleć w mojej głowie i czułem co raz bliższe spotkanie z nimi. Każda sekunda stawała się coraz cięższa i leciała wolniej. Mój rozum, podpowiadał mi, że to tylko iluzja, jednak serce wiedziało. To nie była iluzja. Tylko bramy piekieł.
Przez następny kwadrans wsłuchiwałem się i odtwarzałem to wszystko. Zapatrzony w szarawo-żółtawy sufit, popękany gdzieniegdzie i zniszczoną lampę, czułem się jak kiedyś. Chciałem aby to wróciło i trwało wiecznie. Tak jak trwały wszystkie udane imprezy, obiady z bliskimi, seks z ukochanym lub ukochaną. Tak dokładnie. On lub ona. Nie lubiłem otwierać swoich nóg tylko dla jednej płci. Zresztą żeby życie miało smaczek,...dobra nieważne.
Przez ten cały kwadrans zdążyło mi przeminąć całe dotychczasowe życie i wszystkie osoby, które coś dla mnie znaczyły. Rodzice, Piko, "Damned Team", Krystian i Mateusz. Ta ostatnia dwójka była pierwszymi ludźmi, którzy pomogli mi wyjść z problemów związkowych. No i stworzyli kolejne nowe...
Kiedy tonąłem i oddawałem się zamyśleniu i burzy myśli, usłyszałem ćwierk ptaków w pokoju. Odwróciłem się i spojrzałem w prawy górny róg pokoju. Było tam małe gniazdko, gdzie z małego otworu wychylała się drobna główka skowronka. Za chwilę przyleciała jego opiekunka, czy też rodzicielka i młode od razu się uspokoiło. Zaniepokojony, zmianą tutaj, poczułem że na mnie już czas. Postanowiłem wyjść z pokoju.
.
Cały trans trwał około godziny. Leżałem na wygodnej na sofie i zbierałem siły oraz chęci aby się podnieść. Ciągle zastanawiał mnie skowronek. Wcześniej go nie widziałem...nigdy go tam nie dostrzegłem.
-Widzimy się jutro o tej samej porze-odezwał się lekki jak piórko, ale jednocześnie bardzo stanowczy głosik. Doktor Mishevko, to kobieta, która jest dla mnie połączeniem św.Mikołaja i ogromnego, zmutowanego jaszczura. Krótko obcięte włosy, pofarbowane na pomarańcz, kolczyki w nosie, w uszach i kilka w wardze, a do tego kitel lekarski oraz zwykłe buciki, kontrastują ze sobą do tego stopnia, że w zasadzie nie wiesz czy właśnie opuszczasz gabinet terapeuty, czy studio piercingu. Zanim wyszedłem jak to zawsze mam w zwyczaju ukradłem miętówkę, położyłem pieniądze na biurku i spojrzałem na figurkę kota egipskiego. To biedne stworzenie, widziało tyle prób awansu i "przełykania" gorzkiego smaku rzeczywistości, że gdyby tylko mogło, powiesiłoby się.
Wychodząc z gabinetu, musiałem jeszcze iść na morfologię i ostatni już tomograf. Po skończonym obiegu w końcu mogłem wrócić do łóżka szpitalnego i czekać aż umrę od całej tablicy Mendelejewa, którą aplikują mi pielęgniarki oraz promieni rentgenowskich. Rokowania podobno są dobre, jednak mam wrażenie, że ni jak mają się z rzeczywistością. Może po prostu chcą mi dać nadzieję, abym chętniej przyjmował leki.
Komentarze
Prześlij komentarz