Vulnus 1.

-Jesteś gotowy?- zapytała Mary nie ukrywając poirytowania. To miał być dzisiaj ich dzień na imprezowanie. Mieli pójść do klubu, wyszaleć się jak za dawniejszych czasów. Niestety obowiązki wzywały. Tak to bywa kiedy jest się w trzeciej drużynie.
-Jeszcze chwilę. Muszę zapisać kod i przepisać dane do komputera.- odrzekł Silentnight z nieukrywanym znużeniem i poddenerwowaniem. Siedział on na kamieniu, przepisując jakieś dziwne cyferki i wyrażenia do małego notebooka, tak szybko jak potrafił. On też chciałby dziś imprezować. Zapewne bardziej od swojej towarzyszki. Gdy już skończył przepisywanie, schował urządzenie do torby i przeszli między drzewami w kierunku ich głównego celu: magazynu Levell'et.
Dwójka młodych dorosłych, ubranych w czarne bluzy z kapturami, ciemnymi spodniami, oraz tenisówkami na nogach, przypominała bandę ulicznych złodziejaszków, aniżeli specjalnych agentów. Z broni jedyne co posiadali to paralizatory i gaz pieprzowy, który zakupili gdzieś po drodze w sklepie z bronią. Zresztą nie potrzebowali więcej. Słodki urok Mary, który zawdzięcza blond włosom, niskiemu wzrostowi, dobrej figurze, niebieskim oczom, urzekłby nawet samego Kim Jong-un'a. Gdyby go pociągały niskie blondynki. Co do Silentnight'a był on wyższy o ponad głowę, z nie najgorszą sylwetką, zadbanymi dłońmi. Byłby on całkiem przystojny... jednakże, na drodze stanęły pryszcze i zakola. Na szczęście dzięki lekom, które mu zaoferował wydział, powoli pięknieje w oczach innych oraz swoich.
Dostali się pod wysoki na dwa metry blaszany płot, zakończony kolczastym drutem na szczycie. Znajdowali się góra dwadzieścia metrów od wejścia na teren. Przy wejściu czatowała dwójka łysych mięśniaków. Łyse, odbijające światło okolicznej latarni głowy i wytatuowane ręce, czy też raczej "mięśnięce"( można było odnieść wrażenie, że ich mięśnie wyhodowały sobie własne "podmięśnie"). Stali jak dwa słupy soli. Dwójka młodych niespełnionych imprezowiczów postanowiła wykorzystać przebranie "na ulicznego złodziejaszka" i przejść chociaż na tyle blisko, aby chłopak wykasował im pamięć.
Czytelnicy(o ile tacy istnieją), powinni poznać jedną dość istotną informacje odnośnie Mary i Silentnight'a. Oni...nie są normalni. Oczywiście mam na myśli również, że pod ich sufitem też jest nierówno, jednak chodzi także o kwestie genetyczne. Mają nietypowe zdolności. Od dziecięcych lat. Dziewczyna leczy rany, a młodzieniec potrafi usuwać wspomnienia z ludzkiego umysłu. W zasadzie tylko dzięki temu mają możliwość pracy w wydziale.
Wracając do akcji. Plan ruszył w życie. Ruszyli z ciemności i pewnym krokiem podeszli do strażników. Kiedy usłyszeli ciężkie i niskie:
-Kto tam?
Zaczęli się stresować. Nie tak bardzo, ale jednak.
-Wracamy z patrolu. Po za tym mamy dokończyć pakować towar dla szefa.- Silentnight doskonale wchodził w różne role. Toteż poważnym tonem i pewnym głosem, zdobył ufność dwójki niezbyt bystrych oprychów. Przynajmniej tak myślał. Mijając ich podczas przechodzenia przy bramie, spojrzeli na Mary. Nagle wielka dłoń jednego z strażników spoczęła na jej ramieniu.
-Nie przypominam sobie, abyśmy wypuszczali kogoś na pat...
Biedak nie skończył. Silny cios w grdykę od dziewczyny i porażenie paralizatorem powaliło byka. Drugim zajął się chłopak. objął głowę ofiary i wbił swój wzrok w jego oczy. W tym momencie źrenice Silentnight'a zaczęły się rozlewać na całą gałkę oczną, tak że całe oko było koloru smoły. Osiłek już trzy sekundy później od samego patrzenia leżał na ziemi zwinięty jak dziecko. Raczej prędko nie wstanie. Podobnie jak jego kolega.
Spojrzeli po sobie i pomachali do latarni. Ukryta tam kamera pozwoliła przekazać szefowi, że już czas na dalszą część planu. Nie minęła nawet sekunda, a już koło nas pojawił się Draig. Kolejny z naszej drużyny. Był on wyjątkowy pod tym względem, że przy wadze pięćdziesięciu kilku kilogramów, jadł więcej niż sam ważył, a nie mógł przytyć. Nie zwracając już uwagi na fakt, że poruszał się on z prędkością kilkuset metrów na sekundę. Podobno prędkość dźwięku, jednak nic pewnego. Ubrany w czarną skórę, biały t-shirt, ciemne jeansy, wygodne obuwie sportowe, wyglądał w miarę stylowo i wygodnie. Komplet koronują gogle, blond krótko ścięte włosy i szare oczy.
-Widzę, że ominął mnie już początek zabawy- zaśmiał się pod nosem, na widok leżących mięśniaków.
-Owszem. Jednak najlepsze jeszcze przed nami. Musimy się dostać do środka i pozbyć się kilka szczurów.-odrzekł nieco obojętnie Silentnight. Straconej imprezy nie zastąpi mu nawet spuszczenie jebitnego wpierdolu, kilku handlarzom narkotyków.
Levell'et to nic innego jak ogromny magazyn z jedną halą, która od dobrych kilku lat jest nieużywana przez firmę. Została ona zamknięta w momencie, kiedy zyski i wartości akcji firmy, zaczęły spadać w zastraszającym tempie w dół. Niestety ich produkt okazał się słaby i wadliwy. Wchodząc do środka budynku dało się odczuć nieprzyjemny zapach smarów, staroci oraz moczu. Nic dziwnego, skoro tutaj większość bezdomnych przeżywała zimę. Nad trójką bohaterów wisiało mnóstwo łańcuchów, maszyn, podestów dla pracowników. Po lewej stronie na samym końcu hali, znajdował się szereg pięciu Ogromnych turbin, które odpowiadały za wytworzenie wystarczającej energii do łączenia elementów. Po drugiej stronie znajdowała się u góry budka, w której czatował kolejny mięśniak. Ten przynajmniej miał włosy. Do niego prowadziły schody, jakimi nasi bohaterowie raczej by nie zaufali, gdyby mieli wybór. Wchodząc do magazynu głównymi drzwiami pewnie mieliby mało przyjemne powitanie z gangsterami i ich bezmózgimi gorylami. Zatem musieli dostać się na tyły budynku tudzież dostać się do okna. Czy poszło po ich myśli? Ależ skąd...
Na tyłach budynku czatowała trójka zbirów. Każdy odziany w skórzane kurtki, pistolety maszynowe i piękny tatuaż "łezki" pod okiem. Siedzieli sobie i obgadywali tyłki młodych modelek, jednocześnie rechocząc się tak głośnie jak to tylko możliwe. Jeden z nich stał do nas plecami, natomiast pozostałą dwójka bez trudu zauważyłaby nas nim zdążylibyśmy wyprowadzić jakikolwiek atak z zaskoczenia. Potrzebowaliśmy kolejnego pomysłu. Nic prostszego.
-Sorki chłopacy, szef was wzywa- usłyszeli za sobą głos Silentnight'a, który stał najbardziej luzacko i męsko jak tylko potrafił.
-Czego kurwa ten konus może od nas chcieć?- zapytał poirytowanym głosem jeden z nich.
-Mnie nie pytaj, ja tu tylko wykonuję rozkazy.- odpowiedział beznamiętnie lecz ciągle jak najbardziej niskim tonem . Martwił się, że język który stosuję wobec nich może go wydać, jednak chyba kupili to skoro jeden z nich po ceremonialnym westchnięciu wstał i zaczął kierować swoje kroki w kierunku najbliższych drzwi. Nie minęła nawet sekunda a oczy chłopaka stały się całe czarne.
Trzeci oprych został gorzej potraktowany niż tamta dwójka. Szybka seria ciosów Draiga nie należy do rzeczy znośnych. Niestety podczas jego mordobicia dostał kulkę w prawy bok. Jednakże od czego jest Mary? Przyłożyła jedną dłoń do czoła, drugą położyła na ranę i po głębokim wdechu, jej ręce zaczęły emanować ogromne ciepło. Początkowo jak ćwiczyliśmy sądziłem, że będzie władać ogniem a nie leczyć rany. Po kilkunastu sekundach rana się zasklepiła i nie było żadnego śladu na jej istnienie.
-Dzięki-odpowiedział, po czym wstając na nogi zawołał do trzeciego z towarzyszy:
-Silent chodź ze mną! Mary pilnuj drzwi.
-Okej!- odpowiedzieli równo.
Do środka dostali się na ostatnią chwilę. Właśnie handlarze dobili targu i już się zbierali. Teraz już nie było czasu na plan, albo jakąś strategię. Trzeba było działać. Kiedy szef gangu narkotykowego był przy drzwiach, Draig rozpędził się i z dzięki swojej szybkości dostał się w kilka chwil między przestępcami. Sekunda później wyprowadził szybki cios prosto w szczękę szefowi i unikając deszczu naboi, które zaczęły lecieć w jego stronę ogłuszył mocnym kopnięciem leżącego łysawego, grubszego sprzedawcę dragów. Jednak w pewnym momencie dało się zauważyć, że za chwilę będzie na celowniku. Jeden z nich skupił się i zaczął celować, nie skupiając się na otoczeniu. Silentnight wykorzystał okazję i pobiegł do niego i najciszej jak potrafił potraktował go paralizatorem. Niestety został jeszcze jeden, który mierzył już w niego z broni. Chwilę przed pociągnięciem za spust zawiał wiatr. Potem uderzył wicher i uzbrojony mężczyzna poleciał jak domek z kart. W wejściu głównym stanęła Sakurako. Wzrost ok. metr siedemdziesiąt, szczupła dziewczyna, z czarnymi, prostymi włosami sięgającymi do ramion. Na sobie jak zawsze joggery w kolorze moro i czarny t-shirt i skórzane buty na koturnie. Członkini drużyny trzeciej i zarazem osoba, którą znam od urodzenia.
-Gdzieś ty się podziewała?- zapytał się zdziwiony chłopak, lekko poruszony faktem, że prawie został zastrzelony.
-Konstans, chciał abym jeszcze jedną rzecz załatwiła. Jak wygląda sytuacja?
-Draig skuł już szefa, Mary pilnuje tyłów. Pieniądze są zabezpieczone, ale klient z towarem zdążył zwiać.
-Nie zdążył. Konstans i ja już się nim zajęliśmy. Zaraz przyjedzie tu policja, więc musimy się zbierać. Idź po nich i spotkamy się przy lewej ścianie płotu.
Skinęli do siebie równocześnie głowami i ruszyli każdy w swoją stronę.
Zebrali się przy płocie, a raczej wielkiej dziurze. Długo nie musieli czekać. Czarne Volvo 284 z 80. roku stało, a za kółkiem ich przełożony, kapitan drużyny, ojciec, kochanek, pan i władca. Konstans. Usposobienie najbardziej zimnego, chamskiego drania a zarazem czułego, zdolnego do poświęceń brata. Człowiek spektrum pod względem okazywania uczuć i emocji. Na przodzie siedziała Sakurako.
Jeśli opisać w dużym skrócie wygląd ich szefa to są na to dwa słowa: typowy przystojniak. Umięśniony tors, krótko ścięte brązowe włosy, kwadratowa szczęka jak u modeli Calvina Kleina, niebieskie oczy, drobny nos i wzrost tak wysoki, że Mary często prowadzi konwersację z jego brzuchem. Ubrany w wojskowe buty, moro spodnie i koszulkę. Jego mina była spokojna. To znaczyło tylko jedno: ciszę przed burzą.
-Chłopcy i dziewczęta...-zaczął-wyjaśnijcie mi jedno: Co to był za pokaz amatorszczyzny? Zacznę od Silentnight'a. Co za idiota rzuca się na dwóch uzbrojonych dzików?
-Mogli zastrzelić Draiga. Musiałem interweniować.- przy odpowiadaniu na pytanie próbował ukryć strach, zmieszany niepewnością najbardziej jak tylko umiał.
-No właśnie. Draig...wytłumacz mi proszę, dlaczego wydajesz polecenia,strategie i bezsensownie się rzucasz między szereg wroga? Jeśli chcesz być kapitanem to droga wolna. Jednak dopiero po moim trupie. Zrozumiano?
-Tak, ale...
-Lepiej nie kończ zdania. Bo super prędkość będziesz rozwijać na wózku inwalidzkim.- Odpowiedział mu chłodno Konstans.-No i została nam Mary. Ty akurat masz dziś szczęście. Nie mam na Ciebie haka, ale jeszcze raz będziesz tak stała odsłonięta na pozycji, kiedy masz pilnować wejścia, to pociągnę za spust i przeszyję Ci kolano na wylot. Zrozumiano?
-Tak...- odpowiedziała zlęknionym głosem.
Po głębokim westchnięciu ponownie zabrał głos:
-Macie dane?
-Tak. Przepisaliśmy wszystko co chciałeś. Przy okazji udało nam się zdobyć skany i daty poprzednich wymian.
-Macie szczęście. Mary i Silent, wasze grzechy zostały przebaczone. Draig ty dziś masz dyżur na zmywaku.- Odrzekł chóralnym tonem jak prawdziwy ksiądz i atmosfera nagle się rozluźniła.
Do bazy jeszcze około godziny drogi, więc dwójka czarno ubranych poszła na drzemkę, Draig wykłócał się o swoje prawa, a Sakurako spokojnie patrzyła na widoki za szyby.

Komentarze

Popularne posty